Dzisiaj poszlam nad rzeke. Poczatkowo chcialam trzymac sie szlaku, ktory wiedzie przez las ale zmienilam plany.
Zamiast trzymac sie szlaku poszlam wzdluz rzeki.
Nie pomyslalam jednak, ze rzeka wylala no i musialam lawirowac miedzy rozlewiskami.
Ale za to widzialam pelno swiezych sladow po dzialalnosci bobra.
W pewnym momencie rozlewiska zamienily sie w olbrzymie jezioro. Stamtad nie mialam juz odwrotu.
Musialam przejsc na druga strone. Woda
siegala mi powyzej kolan. Po paru sekundach mialam ja w butach. Czulam
sie jak Indiana Jones. W koncu jednak dotarlam do cywilizacji, czyli do stadniny koni.
A ze stadniny to juz prosta, ale dluga, droga do domu.







Wolałabym chyba wrócić tą samą drogą niż wejść do takiej wody - zimnej i burej. Za to efekty pracy bobrów ciekawe. A jeździsz jeszcze konno? mama
SvaraRaderaAle ja przeszlam wiele kilometrow pomiedzy rozlewiskami i chaszczami to mi sie nie chcialo juz wracac. Nie jezdze juz konno bo mnie to za duzo kosztowalo.
Radera